* 3 miesiące później. *
Ja i Perr mijałyśmy się ciągle na korytarzu, ona nawet się na mnie nie spojrzała. Uznałam że to nie miało w ogóle żadnego sensu, zmieniłam szkołę, nie miałam w niej ani nowych przyjaciół ani nie byłam zbyt lubiana. Chciałam nawet zmienić miejsce i adres zamieszkania, kiedy wyobrażałam sobie że zawsze mógł przyjść tam Ju.. Nawet nie chcę wymawiać tego obrzydliwego imienia. Już przyłapałam go kilka razy pod moim domem.. Ale kiedy zobaczył mnie w oknie, uciekał. Z Harrym też już za bardzo nie utrzymuje kontaktów, tak na prawdę to w ogóle, ostatni raz widzieliśmy się wtedy kiedy pomagał mi uciec od Justina. Chciałabym znaleźć PRZYJACIÓŁKĘ która będzie mnie rozumiała. Siedziałam na korytarzu na ławce wkuwając książkę od Matematyki.. Usłyszałam dzwonek na lekcje, schowałam książkę do torby i weszłam do klasy. Pani coś tłumaczyła, ale i tak mało mnie obchodziło. W końcu minęło całe 45 minut, koniec lekcji, dom. Wrzuciłam książki do torby i wybiegłam ze szkoły. Miałam na sobie tylko sukięnkę a na dworze zaczął padać deszcz, byłam już cała mokra, miałam wrażenie że ktoś za mną idzie, a gdy się odwróciłam nikogo nie było. Po chwili znów się odwróciłam i ujrzałam jakiegoś mężczyznę w czarnej bluzie i kapturze. (...) Ujrzałam rysy twarzy już wcześniej mi znane, prawdopodobnie Justina. Zaczęłam biec, ale na koturnach było to dość chyba nie możliwe. - Nie potknij się księżniczko. - Tak to w 1OO% był Justin. Starałam się nie zwracać na to uwagi, szłam coraz szybciej. - Lubię kiedy się boisz. - Byłam coraz bardziej wkurzona i tak bałam się. - No i co z tego Justin? Przeszkadza Ci to kiedy się boję? Po co mnie śledzisz? - Usłyszałam tylko śmiech, ale i wtedy ujrzałam jak on zdejmuję kaptur. - Bo lubię Cię śledzić, posłuchaj, daj mi Cię to dam Ci spokój. - Poczułam jak jego dłonie obejmują mnie w pasie i zjeżdżają coraz niżej, wtedy z całej siły uderzyłam go w twarz. - Teraz posłuchaj ty mnie, jeszcze raz będziesz mnie śledził i jeszcze raz będziesz mnie obmacywał i będzie z tobą źle. - Chciałam już iść dalej, ale.. - A jeżeli zrobię, tak? - Podszedł do mnie powoli i przyciągnął mnie do siebie, wkładając swoją rękę pod moją sukienkę. [ Jesteśmy w Parku ] - Nie - Znów go uderzyłam i to 2x mocniej. - Nienawidzę Cię, rozumiesz? nienawidzę. Spieprzyłeś całe moje życie, całe. Gdyby nie ty, to w tej chwili.... - Z moich oczy automatycznie popłynęły łzy, złapałam za torbę która leżała na ziemi i zaczęłam iść w stronę domu. (...) Wbiegłam do niego i od razu pobiegłam do łazienki, zrzuciłam z siebie ciuchy i weszłam pod prysznic odkręcając ciepłą wodę, znów z moich oczu poleciały łzy. Wymyłam dokładnie swoje ciało i wyszłam spod prysznica okrywając swoje ciało ręcznikiem, a włosy otarłam innym. Poszłam do sypialni i wyjrzałam przez okno, znów stał tam Justin...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz